Co powoduje militaryzm i jakie są jego skutki?

Kapitalistyczny militaryzm posiada dwie główne przyczyny. Po pierwsze, istnieje potrzeba powstrzymywania wroga wewnętrznego - uciskanych i wyzyskiwanych grup ludności. Drugą przyczyną, jak już zauważyliśmy w sekcji poświęconej imperializmowi, jest to, że silne wojsko jest potrzebne po to, by klasa rzadząca prowadziła agresywną i ekspansywną politykę zagraniczną. W przypadku najwyżej rozwiniętych krajów kapitalistycznych tego rodzaju polityka zagraniczna staje się coraz ważniejsza z powodu działania sił ekonomicznych, tzn. w celu dostarczenia produkowanym w nich dobrom rynków zbytu i zapobiegania krachowi systemu poprzez ciągłe rozszerzanie rynku na zewnątrz. Ta zewnętrzna ekspansja kapitałów, a więc i konkurencja między nimi wymaga sił zbrojnych dla ochrony ich interesów (a zwłaszcza inwestycji w innych krajach) i dawania im dodatkowej ochrony w ekonomicznej dżungli światowego rynku.

Kapitalistyczny militaryzm służy też i innym celom i powoduje dużo ubocznych rezultatów. Po pierwsze, promuje rozwój szczególnie faworyzowanej grupy przedsiębiorstw zaangażowanych w produkcję broni i wyrobów związanych z bronią (poprzez kontrakty na rzecz "obrony"), które są bezpośrednio zainteresowane jak największym wzrostem produkcji w celach militarnych. Ponieważ grupa ta jest szczególnie bogata, wywiera ogromny nacisk na rząd, aby wprowadzał tego rodzaju interwencjonizm państwowy, a często i agresywną politykę zagraniczną, jakiej chce owa grupa.

Ten "szczególny związek" między państwem a wielkim biznesem ma też i taką korzyść, że pozwala na to, by przeciętny obywatel płacił za działalność przemysłowych wydziałów badań i rozwoju. Rządowe subsydia są ważnym sposobem zbierania funduszy na te ich wydziały badań i rozwoju kosztem podatnika, co często daje owoce w postaci "wymysłów" o wielkim potencjale handlowym jako wyroby konsumenckie (np. komputery). Nie trzeba powtarzać, że wszystkie zyski wędrują do kontrahentów obronnych i spółek komercyjnych, które kupują od nich licencje na opatentowane technologie, zamiast być dzielone z ogółem, który opłacił wydziały badań i rozwoju, dzięki czemu te zyski były w ogóle możliwe.

Trzeba przedstawić pewne szczegółowe dane, aby ukazać rozmiary wydatków militarnych i ich wpływ na amerykańską gospodarkę:

"Od 1945 roku (...) istnieją nowe gałęzie przemysłu nakręcające inwestycje i zatrudnienie (...) W większości z nich podstawowy postęp badawczy i technologiczny był ściśle powiązany z rozszerzającym się sektorem militarnym. W latach pięćdziesiątych główną innowacją była elektronika (...) która zwiększała swoją wytwórczość o 15 procent każdego roku. Miało to zasadnicze znaczenie dla automatyzacji miejsc pracy, a rząd federalny dostarczał lwią część dolarów na badania i rozwój w sprawach ukierunkowanych militarnie. Oprzyrządowanie na promienie podczerwone, sprzęt do pomiaru temperatury i ciśnienia, elektronika medyczna, konwersja energii termoelektrycznej - wszystkie te dziedziny korzystały z wojskowych wydziałów badań i rozwoju. W latach sześćdziesiątych bezpośrednie i pośrednie zapotrzebowanie armii było wyliczane na poziomie około 70 procent całkowitej produkcji przemysłu elektronicznego. Rozwinęły się także sprzężenia zwrotne między elektroniką a lotnictwem, w latach pięćdziesiątych drugą gałęzią przemysłu pod względem tempa rozwoju. W latach sześćdziesiątych (...) jego roczne nakłady inwestycyjne były 5,3 raza większe od poziomu z lat 1947-49, a ponad 90 procent jego wyrobów szło na potrzeby wojska. Tworzywa sztuczne (plastik i włókna syntetyczne) to jeszcze jedna rozwojowa gałąź przemysłu zawdzięczająca większość swych sukcesów projektom związanym z wojskiem. Obliczono, że w ciągu całego okresu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych związane z wojskowością wydziały badań i rozwoju (wliczając w to programy kosmiczne) miały na swoim koncie od 40 do 50 procent wszystkich publicznych i prywatnych wydatków na badania i rozwój i przynajmniej 85-procentowy udział rządu federalnego" [Richard B. Du Boff, Accumulation and Power (Akumulacja a władza), s. 103-4].

Nie koniec na tym. Wydatki rządowe na budowę dróg (na początku tłumaczone troską o obronność kraju) również dawały potężny zastrzyk energii prywatnemu kapitałowi (a wyniku tego procesu Ameryka została przekształcona w kraj dopasowany do potrzeb korporacji samochodowych i naftowych). Łączny wpływ ustawodawstwa o autostradach z 1944, 1956 i 1968 roku "doprowadził do wydania 70 miliardów dolarów na autostrady międzystanowe bez przegłosowywania [tych wydatków] przez komisję Kongresu zajmującą się kredytami". Akt prawny z 1956 roku "w rezultacie zapisał jako prawo uchwaloną w 1932 r. strategię Ogólnokrajowej Konferencji Użytkowników Autostrad, autorstwa prezesa koncernu G[eneral] M[otors], Alfreda P. Sloana, mającą na celu zagospodarowanie podatku od benzyny i innych związanych z pojazdami mechanicznymi podatków akcyzowych na budowę autostrad". GM dokonywało także nielegalnego wykupu publicznych spółek przewozowych w całej Ameryce i skutecznie je zniszczyło. W ten sposób została zmniejszona konkurencja dla samochodów prywatnych. Skutkiem ubocznym tej interwencji państwa było to, że w latach 1963-66 "spośród każdych sześciu przedsiębiorstw prowadzących biznes jedno było bezpośrednio uzależnione od wytwarzania, dystrybucji, serwisowania i wykorzystywania pojazdów mechanicznych". Wpływ tych procesów jest widoczny do dnia dzisiejszego -- zarówno pod względem spustoszeń ekologicznych, jak i w tym, że przedstawiciele kompanii samochodowych i naftowych nadal dominują wśród najwyższej dwudziestki pięciuset najbogatszych ludzi [Op. Cit., s. 102].

System ten, który można nazwać militarnym keynesizmem, ma trzy zalety w stosunku do interwencji państwa służącej celom socjalnym. Po pierwsze, w przeciwieństwie do programów osłon socjalnych, interwencja państwa w celach miltarnych nie poprawia sytuacji (a więc i nie zwiększa nadziei) większości, która w dalszym ciągu może być marginalizowana przez system, znosić dyscyplinę na rynku pracy i odczuwać groźbę bezrobocia. Po drugie, działa ona jak państwo opiekuńcze dla bogatych, zapewniając, że chociaż mnóstwo ludzi jest podporządkowanych siłom rynkowym, to nieliczni mogą uciec przed tym losem - piejąc jednocześnie pochwały pod adresem "wolnego rynku". I po trzecie - nie konkuruje ona z prywatnym kapitałem.

Z powodu powiązań między militaryzmem a imperializmem, było oczywiste, że po drugiej wojnie światowej Ameryka musi się stać największą potęgą militarną świata, jednocześnie stając się najwiękzą potęgą gospodarczą świata, i że rozwijają się silne związki między rządem, biznesem i siłami zbrojnymi. Amerykański "kapitalizm militarny" jest opisany szczegółowo poniżej, ale te uwagi można zastosować i do innych "wysoko rozwiniętych" państw kapitalistycznych.

W swojej mowie pożegnalnej prezydent Eisenhower ostrzegł przed niebezpieczeństwem zagrażającym swobodom jednostki i procedurom demokratycznym ze strony "kompleksu wojskowo-przemysłowego", który może - przed czym przestrzegał - dążyć do utrzymywania gospodarki w stanie ciągłej gotowości do wojny, po prostu dlatego, że jest to dobry biznes. Mowa ta stanowiła echo przestrogi poczynionej wcześniej przez socjologa C. Wrighta Millsa (w książce The Power Elite (Elita władzy), 1956 r.), który wykazał, że od zakończenia drugiej wojny światowej armia została powiększona i uzyskała decydujący wpływ na kształt całej amerykańskiej gospodarki, i że amerykański kapializm stał się faktycznie wojskowym kapitalizmem. Ta sytuacja nie uległa istotnej zmianie od czasu napisania tej książki, ponieważ nadal jest tak, że wszyscy oficerowie armii amerykańskiej wyrośli w atmosferze powojennego sojuszu wojskowo-przemysłowego i tak zostali wykształceni i przeszkoleni, aby go dalej kontynuować. Zatem pomimo ostatnich cięć w budżecie obronnym Stanów Zjednoczonych [co, jak przypuszczam, w dobie "wojny z terroryzmem" jest już nieaktualne] amerykański kapitalizm pozostaje militarnym kapitalizmem, z olbrzymim przemysłem zbrojeniowym i kontrahentami obronnymi wciąż należącymi do najpotężniejszych sił politycznych.