Czy bezrobocie jest spowodowane przez zbyt wysokie płace?

Jak zauważyliśmy w poprzedniej sekcji, większość kapitalistycznych teorii ekonomicznych przekonuje, że bezrobocie jest powodowane przez zbyt wysokie płace. Każdy student ekonomii powie, że wysokie płace będą ograniczały zapotrzebowanie na pracę, innymi słowy bezrobocie jest powodowane przez zbyt wysokie płace -- prosty przypadek działania "prawa podaży i popytu". Na podstawie tej teorii oczekiwalibyśmy, że miejsca o wysokich zarobkach będą także miejscami o wysokim poziomie bezrobocia. Na nieszczęście dla tej teorii, nie wydaje się jednak, aby tak się działo.

Dowody empiryczne nie potwierdzają neoliberalnej tezy, że bezrobocie jest powodowane przez zbyt wysokie płace realne. Zjawisko wzrostu płac realnych podczas okresu rozwoju w cyklu koniunkturalnym (kiedy to bezrobocie spada) i ich spadku podczas recesji (gdy bezrobocie wzrasta) sprawia, że neoliberalna interpretacja, mówiąca, iż płace realne rządzą bezrobociem, staje się trudna do utrzymania (płace ralne są "pro-cykliczne", używając ekonomicznej terminologii). Will Hutton, mieszkający w Wielkiej Brytanii neo-keynesowski ekonomista, streszcza badania sugerujące, że wysokie płace nie powodują bezrobocia (jak twierdzą ekonomiści neoliberalni):

"brytyjscy ekonomiści, David Blanchflower i Andrew Oswald [badali] /.../ dane z dwunastu krajów na temat rzeczywistego stosunku płac do bezrobocia - i to, co odkryli, jest jeszcze jednym wielkim wyzwaniem dla wolnorynkowego opisu rynku pracy /.../ [Odkryli oni] dokładnie odwrotną zależność [niż przewidywana w teorii neoliberalnej]. Im wyższe płace, tym niższe lokalne bezrobocie - a im niższe płace, tym wyższe lokalne bezrobocie. Jak powiadają, nie jest to wniosek, który można dostosować do wolnorynkowych podręcznikowych teorii o tym, jak powinien działać konkurencyjny rynek pracy" [The State We're In, p. 102].

Blanchflower i Oswald ze swoich badań wyprowadzają wnioski, że pracobiorcy "którzy są zatrudnieni na obszarach o wysokim bezrobociu zarabiają mniej, przy identycznych wartościach innych czynników, niż ci, w których otoczeniu znajduje się niskie bezrobocie" [Krzywa płac]. Taka zależność, dokładnie odwrotna do przewidywanej przez neoliberalną ekonomię, została odkryta w wielu rozmaitych krajach i przedziałach czasowych, w postaci podobnej krzywej w różnych krajach. Zatem doświadczenie wskazuje, że wysokiemu bezrobociu towarzyszą niskie zarobki - nie wysokie - i na odwrót.

Spoglądając na węższy zakres danych na przykładzie USA, pytamy się: -Skoro płace minimalne i związki zawodowe powodują bezrobocie, to dlaczego południowo-wschodnie stany (z niższymi płacami minimalnymi i słabszymi związkami) miały wyższą stopę bezrobocia niż stany północno-zachodnie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych? Albo też dlaczego w czasach, gdy (względna) płaca minimalna zmalała pod rządami Reagana i Busha, towarzyszyło jej chroniczne bezrobocie? [Allan Engler, Apostołowie chciwości].

Albo też zobaczmy raport Low Pay Network pod tytułem "Priced Into Poverty", który ujawnił, że brytyjskie Rady Płac (ustalające płace minimalne dla różnych gałęzi przemysłu) w ciągu osiemnastu miesięcy przed ich zniesieniem zanotowały wzrost ilości miejsc pracy o odpowiednik 18 200 pełnych etatów. Dla porównania, w ciągu 18 następnych miesięcy nastąpiła czysta strata miejsc pracy w ilości będącej odpowiednikiem 39 300 pełnych etatów. Zważywszy, że prawie połowa miejsc pracy w dawnych sektorach Rad Płac była opłacana poniżej stawki, która byłaby wypłacana, gdyby została wyceniona przez Rady Płac, a prawie 15% poniżej stawki w chwili zniesienia Rad Płac, powinny (według neoliberalnej argumentacji) nastąpić przyrosty zatrudnienia w tych sektorach, gdzie spadły płace. Zdarzyło sie na odwrót. Te badania ukazują wyraźnie, że obniżki płac, towarzyszące zniesieniu Rad Płac nie stworzyły wiekszego zatrudnienia. Tak naprawdę wzrost zatrudnienia wykazywał wiekszą zdolność do utrzymywania się przed zniesieniem Rad niż później. Więc chociaż zniesienie Rad Płac nie zaowocowało wiekszym zatrudnieniem, to zmniejszenie stawek płac spowodowane przez zniesienie Rad doprowadziło do tego, że więcej rodzin musiało znosić głodowe zarobki.

(Nie oznacza to, że anarchiści popierają narzucanie płac minimalnych mocą prawa. Większość anarchistów nie popiera tego, ponieważ odbiera to związkom i innym organizacjom klas pracujących odpowiedzialność za płace i przekazuje ją w ręce państwa. Wymieniamy te przykłady, aby uwypuklić, że neoliberalna argumentacja jest obarczona wieloma błędami).

Chociaż te dowody mogą okazać się szokiem dla neoklasycznej ekonomii, to zgadzają się doskonale z analizami anarchistów i innych socjalistów. Według anarchistów bezrobocie jest środkiem dyscyplinowania świata pracy i utrzymywania odpowiedniej stopy zysku (tzn. bezrobocie jest kluczowym środkiem zapewniającym, że pracownicy będą wyzyskiwani). Kiedy przybliżamy się do pełnego zatrudnienia, siła świata pracy wzrasta, ograniczając przez to stopę wyzysku, a więc zwiększając udział świata pracy w wytwarzanej przez siebie wartości (czyli podnosząc płace). Zatem z anarchistycznego punktu widzenia fakt, że płace są wyższe na obszarach o mnieszym bezrobociu nie jest niespodzianką, podobnie jak zjawisko pro-cyklicznych płac realnych. Ostatecznie, proporcja między płacami a zyskami jest w dużym stopniu wytworem siły przetargowej, a więc oczekiwalibyśmy wzrostu płac realnych podczas wznoszącej się części cyklu koniunkturalnego, spadku podczas kryzysu i wysokiej wartości na obszarach o niskim bezrobociu. I, co jest jeszcze o wiele ważniejsze, te dowody sugerują, że neoliberalna teza mówiąca, iż bezrobocie jest powodowane przez związki, "zbyt wysokie" stawki płac itp., jest fałszywa. W istocie, powstrzymując kapitalistów przed przywłaszczaniem większej części dochodów tworzonych przez pracowników, wysokie płace utrzymują skumulowany popyt i przyczyniają się do większego zatrudnienia (choć oczywiście wysokie zatrudnienie nie może utrzymywać się w nieskończoność w ustroju płatnego niewolnictwa wskutek wywoływanego przez nie wzrostu siły pracowników). Bezrobocie jest raczej kluczowym aspektem ustroju kapitalistycznego i nie można go się pozbyć w jego ramach, zaś neoliberalne stanowisko "winiące pracowników" opiera się na niezrozumieniu istoty i dynamiki tego systemu.

Więc być może wysokie płace realne dla pracowników zwiekszają skumulowany popyt i zmniejszają bezrobocie poniżej poziomu, na jakim znajdowałoby sie ono, gdyby stawki płac zostały obcięte. Rzeczywiście, to przypuszczenie wydaje się być potwierdzane przez badania nad "krzywą płac" w licznych krajach. Oznacza to, że "wolnorynkowy" kapitalizm, cechujący się w pełni konkurencyjnym rynkiem pracy, brakiem osłon socjalnych, zasiłków dla bezrobotnych, wyższymi nierównościami i silną władzą biznesu, umożliwiającą niszczenie związków i łamanie strajków, przeżywałby ciągłe wzrosty i spadki skumulowanego popytu według przebiegu cyklu koniunkturalnego, a w ślad za skumulowanym popytem postępowałoby bezrobocie. Do tego jeszcze bezrobocie byłoby wyższe przez większość cyklu koniunkturalnego (a zwłaszcza w chwili najwiekszego kryzysu) niż w warunkach kapitalizmu z osłonami socjalnymi, bojowymi związkami zawodowymi i legalnymi prawami do organizowania się, ponieważ płace realne nie mogłyby utrzymywać się na poziomie, który byłby w stanie wesprzeć skumulowany popyt. Bezrobotni nie mogliby też wykorzystywać swoich zasiłków do stymulowania produkcji dóbr konsumpcyjnych.

Mówiąc inaczej, w pełni konkurencyjny rynek pracy zwiększyłby niestabilność na rynku, gdyż osłony socjalne i działalność związkowa utrzymują wyższą wartość skumulowanych dochodów ludzi pracy, którzy wydają większość swoich dochodów, stabilizując przez to skumulowany popyt -- jest to rozumowanie, które zostało potwierdzone w latach osiemdziesiątych ("korelacja między zmierzonymi nierównościami a stabilnością ekonomiczną /.../ była słaba, ale jeśli ona cokolwiek może sugerować, to tylko to, że bardziej egalitarne kraje wykazywały stabilniejszy model rozwoju po 1979 roku" [Dan Corry i Andrew Glyn, "Makroekonomika równości, stabilności i wzrostu", w: Płacąc za nierówności, pod redakcją Andrew Glyna i Davida Milibanda]).