Czy przywłaszczanie sobie przez kapitalistów wartości dodatkowej (tj. czerpanie zysku) jest usprawiedliwione?

Jednym słowem, nie. Będziemy próbowali wykazać, że przywłaszczanie sobie wartości dodatkowej od robotników przez kapitalistów nie jest usprawiedliwione. Niezależnie od tego, jak to przywłaszczanie jest wyjaśniane przez kapitalistyczną ekonomię, odkrywamy, że nierówność bogactwa i władzy to prawdziwe powody tego zawłaszczania - a nie jakieś rzeczywiste twórcze działanie. W istocie ekonomia neoliberalna odzwierciedla ten truizm. Według słów znanej lewicowej ekonomistki Joan Robinson:

"teoria neoliberalna nie stworzyła rozwiązania dla problemu zysków czy wartości kapitału. Za to wzniosła niebotyczną budowlę twierdzeń matematycznych na fundamentach, które nie istnieją w rzeczywistości" [Przyczynek do nowoczesnej ekonomii].

Jeżeli zyski rezultatem własności prywatnej i tworzonej przez nią nierówności, to nie jest niespodzianką, że neoliberalna teoria nie znajduje dla nich podstaw, tak jak przekonuje Robinson. Ostatecznie, jest to kwestia polityczna, a ekonomia neoliberalna została rozwinięta w celu pominięcia takich spraw. Wskażemy tutaj, dlaczego tak się dzieje i omówimy rozmaite uzasadnienia dla kapitalistycznego zysku, aby pokazać, dlaczego są one fałszywe.

Niektórzy uznają, że zysk to "wkład" kapitalisty do wartości towaru. Jednak, jak wyjaśnia David Schweickart, "'dostarczanie kapitału' nie oznacza niczego więcej niż 'pozwalania na jego używanie'. Ale akt zagwarantowania pozwolenia sam w sobie nie jest działalnością produkcyjną. Jeśli robotnicy przestaną pracować, produkcja ustanie w każdym społeczeństwie. Ale jeżeli właściciele przestaną dawać pozwolenie, produkcja zostanie dotknięta dopiero jeśli ich władza nad środkami produkcji będzie przestrzegana" [Przeciw kapitalizmowi]. Ta władza, jak omówiono wcześniej, pochodzi od mechanizmów przymusu państwowego, których nadrzędnym celem jest zapewnienie, by kapitaliści mieli tę możność zapewniania lub odmawiania dostępu pracownikom do środków produkcji. Dlatego "dostarczanie kapitału" nie tylko nie jest działalnością produkcyjną, ale jeszcze jest zależne od systemu zorganizowanego przymusu, który wymaga przywłaszczenia sobie znacznej części wyprodukowanej przez świat pracy wartości poprzez podatki, a więc w istocie jest pasożytniczy. Nie trzeba przypominać, że rentę dzierżawną można także uznać za "zysk", opierający się wyłącznie na "zapewnianiu pozwolenia", a więc nie na działalności produkcyjnej. To samo można powiedzieć o odsetkach, chociaż argumenty są tutaj nieco inne.

Argument o "wkładzie kapitalisty do produkcji" sprawia jeszcze inny kłopot - taki, że albo należy przyjąć (a) ścisłą definicję, mówiącą, że wkład ma ten, kto coś produkuje, w takim razie trzeba przypisywać to tylko robotnikowi; albo (b) luźniejszą definicję, opierającą się na tym, które osoby przyczyniły się do powstania okoliczności, umożliwiających pracę produkcyjną. Skoro działalność produkcyjna robotnika została umożliwiona po części przez wykorzystanie własności dostarczonej przez kapitalistę, można więc przypisać mu "wkład do produkcji", a przez to twierdzić, że jest on(a) uprawniony (uprawniona) do nagrody, tj. do zysku.

Ale jeżeli ktoś przyjmie założenie (b), to wtedy musi też wyjaśnić, dlaczego łańcuch zaufania powinien zakończyć się na kapitaliście. Skoro wszelka ludzka działalność ma miejsce w skomplikowanej sieci społeczeństwa, to wiele czynników można by wymienić jako przyczyniające się do stworzenia okoliczności, które pozwoliły robotnikom produkować -- np. ich wychowanie i wykształcenie, utrzymywaną przez rząd infrastrukturę, pozwalającą działać ich zakładowi pracy itp. Oczywiście własność kapitalisty przyczynia się też do produkcji w tym rozumieniu. Ale jego wkład był akurat tu mniej ważny niż praca, powiedzmy, matki robotnika. Ale jeszcze żaden kapitalista, z tego co wiemy, nie zaproponował matkom swoich pracowników rekompensat w postaci jakichś udziałów w dochodach firmy, a już w szczególności w postaci większych udziałów niż przejmowane przez kapitalistów! Lecz jest jasne, że gdyby kapitaliści postępowali konsekwentnie według swojej własnej logiki, musieliby się zgodzić, że taka rekompensata byłaby uczciwa.

Ponieważ kapitał sam z siebie nie jest produktywny i jest wytworem ludzkiej pracy (umysłowej i fizycznej), anarchiści odrzucają koncepcję, że dostarczanie kapitału to akt produkcyjny. Jak to przedstawił Proudhon, "Kapitał, narzędzia i sprzęt są tak samo bezproduktywne. . . Właściciel, który domaga się nagrody za użytkowanie narzędzi lub za urodzajność swojej ziemi, z góry zatem zakłada coś, co jest całkowicie fałszywe; mianowicie, że kapitał produkuje przy pomocy swojego własnego wysiłku - i pobierając opłatę za ten urojony produkt, otrzymuje dosłownie coś za nic" [Op. Cit.].

Oczywiście, można by przekonywać (i często tak się robi), że kapitał czyni pracę bardziej wydajną, a więc właściciel kapitału powinien zostać "wynagrodzony" za zezwolenie na jego użytkowanie. Jednakże jest to fałszywy wniosek, ponieważ dostarczanie kapitału nie jest podobne do normalnego wytwarzania towarów. Dzieje się tak dlatego, że kapitaliści, w przeciwieństwie do pracowników, dostają wielokrotną zapłatę za jedną cząstkę pracy (w porównaniu z tym, co według wszelkiego prawdopodobieństwa zapłaciliby innym za jej wykonanie) i zatrzymują owoce tej pracy. Jak przekonywał Proudhon:

"Ten [robotnik], kto wytwarza coś dla farmera albo reperuje jego narzędzia, otrzymuje swe wynagrodzenie raz jeden - albo w chwili spełnienia usługi, albo w kilku ratach; a odkąd ta suma zostanie raz zapłacona wytwórcy, narzędzia, których dostarczył farmerowi, już więcej do robotnika nie należą. Nie może on nigdy żądać dwukrotnej zapłaty za to samo narzędzie czy za tę samą naprawę. Jeśli corocznie ma swój udział w plonach farmera, jest to zasługą faktu, że corocznie coś robi dla niego.

"Właściciel, przeciwnie, nie oddaje swego sprzętu; wiecznie dostaje za niego zapłatę, wiecznie go zatrzymuje przy sobie" [Op. Cit.].

Dlatego dostarczanie kapitału nie jest aktem produkcyjnym, a zatrzymywanie zysków, które zostają wytworzone przez naprawdę wykorzystujących kapitał to akt kradzieży. To oczywiście nie znaczy, że tworzenie dóbr stanowiących kapitał nie jest twórcze, czy też że nie pomaga ono produkcji. Bynajmniej! Ale posiadanie wytworów takiej działalności i dzierżawienie ich nie usprawiedliwia kapitalizmu ani zysków.

Niektórzy zwolennicy kapitalizmu twierdzą, że zyski reprezentują produktywność kapitału. Przekonują, że pracownicy dlatego mówi się, iż otrzymała dokładnie tyle, ile wyprodukowała, że (według neoliberalnej teorii) jeśli przestanie pracować, całkowity produkt zmniejszy się dokładnie o wartość jej wynagrodzenia. Jednak ten argument zawiera w sobie błąd. A to dlatego, że całkowity produkt zmniejszy się o coś znacznie więcej od takiej wartości, jeśli dwóch lub więcej pracowników odejdzie. Dzieje się tak dlatego, że płacę, jaką otrzymuje każdy pracownik w warunkach doskonałej konkurencji, w teorii neoliberalnej przyjmuje się za równą produktowi wypracowanemu przez ostatniego robotnika. Ta neoliberalna argumentacja przyjmuje "zmniejszającą się produktywność krańcową", tzn. zakłada się, że krańcowy produkt ostatniego robotnika jest mniejszy niż przedostatniego itd.

Ujmując to inaczej, w neoklasycznej ekonomii wszyscy pracownicy oprócz mitycznego "ostatniego robotnika" nie otrzymują pełnej wartości swojej pracy. Otrzymują jedynie to, o czym się twierdzi, że zostało wyprodukowane przez ostatniego robotnika, a więc każdy prócz niego nie otrzymuje dokładnie tego, co wyprodukował. Wygląda to tak, że neoliberalna teza o braku wyzysku w kapitalizmie zdaje się być unieważniona przez swoją własną teorię.

Jest to uznawane przez teoretyków. Z powodu owej zmniejszającej się produktywności krańcowej wkład pracy jest mniejszy od całkowitego produktu. Różnica między nimi jest uważana za dokładną wartość wkładu kapitału. Ale czymże jest ten "wkład" kapitału? Bez robotników nie byłoby żadnej wytwórczości. W dodatku, od strony fizycznej, produkt krańcowy kapitału to po prostu ilość, o jaką produkcja by się zmniejszyła, gdyby jedna cząstka kapitału została odebrana produkcji. Nie odzwierciedla ona w żaden sposób żadnej działalności produkcyjnej ze strony właściciela (właścicielki) rzeczonego kapitału. Dlatego wcale ona nie mierzy jego lub jej wkładu do produkcji. Mówiąc inaczej, kapitalistyczna ekonomia próbuje wprowadzić bałagan rozmyślnie myląc właścicieli kapitału z maszynami, jakie posiadają.

W istocie, mniemanie, że zyski reprezentują wkład kapitału, zostaje zniweczone przez praktykę "podziału zysków". Gdyby zyski były wkładem kapitału, wówczas dzielenie zysków oznaczałoby, że kapitał nie odzyskuje swojego pełnego "wkładu" do produkcji (a więc jest wyzyskiwany przez pracę!). Ponadto, zważywszy, że dzielenie zysków jest zazwyczaj wykorzystywane jako technika zwiększania wydajności pracy i zysków, wydaje się dziwne, że taka technika byłaby niezbędna, gdyby zyski naprawdę reprezentowały "wkład" kapitału. Mimo wszystko, maszyny wykorzystywane przez robotników pozostają te same, co przed wprowadzeniem podziału zysków -- jak to niezmienione wyposażenie kapitałowe mogłoby wytworzyć większy "wkład"? Może tak się stać tylko wtedy, gdy kapitał faktycznie jest bezproduktywny, a to właśnie nieopłacony wysiłek, energia i umiejętności pracowników są tak naprawdę źródłami zysków. Dlatego teza, że zysk równa się "wkładowi" kapitału nie ma żadnego oparcia w faktach.

Chociaż jest prawdą, że wartość zainwestowana w nieruchomy kapitał z biegiem czasu jest przenoszona na towary, produkowane przy jego pomocy, a poprzez ich sprzedaż upłynniana w postaci pieniędzy, to w niczym to nie dowodzi żadnej faktycznej pracy właścicieli kapitału. Anarchiści odrzucają ideologiczne kuglarstwo, sugerujące inaczej, i uważają, że (umysłowa i fizyczna) praca to jedyna forma wkładu, jaką ludzie mogą wnieść do procesu produkcyjnego. Bez pracy niczego nie można wyprodukować, ani też wartości zawartej w nieruchomym kapitale nie można przenieść na dobra. Jak wykazał Charles A. Dana w swoim popularnym wprowadzeniu do idei Proudhona, "robotnik bez kapitału wkrótce nadrobiłby jego brak, produkując go. . . ale kapitał bez robotników do jego wykorzystania może tylko leżeć bezużytecznie i gnić" [Proudhon i jego "Bank Ludu"]. Jeżeli robotnikom nie wypłaca się pełnej wartości ich wkładu do wyrobów, jakie produkują, to są wyzyskiwani, a więc, jak ukazaliśmy, kapitalizm opiera się na wyzysku.

Zatem stałe koszty same z siebie nie tworzą wartości. To, czy wartość jest wytwarzana, zależy od rozwoju inwestycji i ich wykorzystania, gdy już zostaną ulokowane. Angielski socjalista Thomas Hodgskin powiedział:

"Użyteczność kapitału trwałego nie wywodzi się z minionej, lecz z obecnej pracy; i nie przynosi on swojemu właścicielowi zysku dlatego, że został zgromadzony, ale dlatego, że jest środkiem do uzyskiwania dowództwa nad pracą" [Obrona pracy przed żądaniami kapitału].

Przypomina nam to znów o pracy (i istniejących w gospodarce stosunkach społecznych) jako o fundamentalnym źródle zysków. Ponadto tak ukochana przez prokapitalistyczną ekonomię koncepcja, że płaca pracownicy jest równowartością tego, co ona produkuje, jest codziennie przekreślana w rzeczywistości. Pewien krytyczny wobec neoliberalnych dogmatów ekonomista ujął to tak:

"Zarząd kapitalistycznego przedsiębiorstwa nie zadawala się zwykłym odpowiadaniem na wytyczne rynku, równającym płacę z wartością krańcowego produktu pracy. Odkąd pracownik wchodzi do procesu produkcyjnego, siły rynkowe, przynajmniej na pewien czas, zostają wyparte. Stosunek wysiłku do zapłaty będzie zależał nie tylko od stosunków wymiany na rynku, ale też. . . od hierarchicznych stosunków produkcji - od proporcji sił kierownictwa i pracowników w przedsiębiorstwie" [William Lazonick, Organizacja biznesu a mit gospodarki rynkowej].

A więc znowu kapitalistyczna ekonomia bardziej troszczy się o usprawiedliwianie status quo niż o kontakt z realnym światem. Twierdzenie, że pensja robotnicy przedstawia jej wkład, a zysk wkład kapitału, jest po prostu fałszywe. Kapitał nie może wyprodukować niczego (nie wspominając już o nadwyżce), jeśli nie zostanie wykorzystany przy pomocy pracy, a więc zyski nie reprezentują produktywności kapitału.

Inne rozpowszechnione usprawiedliwienia zysku opierają się na twierdzeniach o "szczególnych zdolnościach" garstki wybrańców - na przykład "zdolności do podejmowania ryzyka" albo "zdolności twórczych" - i są równie wadliwe, jak to, które przed chwilą naszkicowaliśmy.

Jeżeli chodzi o podejmowanie ryzyka, to dosłownie każde ludzkie działanie obciążone jest ryzykiem. Twierdzić, że kapitalistom powinno się płacić za ryzyko towarzyszące inwestycjom, to oświadczać między wierszami, że pieniądze są cenniejsze niż ludzkie życie. Ostatecznie, to robotnicy ryzykują swoim zdrowiem, a często życiem w pracy, i bardzo często najniebezpieczniejsze stanowiska pracy są tymi, którym towarzyszą najniższe zarobki (bezpieczne warunki pracy mogą pożreć zyski, a więc by wynagrodzić kapitaliście "ryzyko", ryzyko, ponoszone przez robotników, może tak naprawdę wzrosnąć). W przewrotnym świecie kapitalistycznej etyki zastąpienie pojedynczego robotnika innym jest zwykle tańsze (czyli "efektywniejsze") niż zastąpienie inwestycji kapitałowej nową.

Ponadto teoria zysków opowiadająca o ryzyku nie bierze pod uwagę różnych szans podejmowania ryzyka, wynikających z nierównego podziału społecznego bogactwa. Jak to ujmuje James Meade, choć "posiadacze własności mogą zwiększać swoje ryzyko umieszczając niewielkie cząstki swojej własności w dużej liczbie koncernów, robotnikowi nie przychodzi łatwo umieszczanie niewielkich cząstek swojego wysiłku w dużej liczbie różnych posad. To przypuszczalnie jest główny powód, dla którego obciążony ryzykiem kapitał zatrudnia pracę", a nie odwrotnie [cytat z Davida Schweickarta, Op. Cit.]. Nie trzeba przypominać, że najpoważniejsze konsekwencje "ryzyka" to zazwyczaj cierpienia ludzi pracy, którzy mogą stracić swoje posady, zdrowie, a nawet życie. Tak więc to raczej nie indywidualne rachuby określą "chęć podjęcia ryzyka", ale te rachuby będą zależeć od pozycji klasowej danych jednostek. Dlatego ryzyko nie jest niezależnym czynnikiem, a więc nie może być źródłem zysku. W rzeczywistości, jak przedstawiliśmy, inne działania mogą pociągać za sobą o wiele większe ryzyko i być mniej nagradzane.

Jeżeli zaś chodzi o ducha "twórczego", który wprowadza w życie nowe źródła zysków, to jest prawdą, że jednostki istotnie widzą nowe możliwości i działają nowatorskimi sposobami, by wytworzyć nowe produkty czy technologie.