Czy sugerowanie, że media są wykorzystywane przez elitę jako narzędzia propagandy nie jest przypadkiem "teorią spiskową"?

Chomsky i Herman odnoszą się do tego zarzutu we Wstępie do Manufacturing Consent (Produkując zgodę): "Fundamentalna krytyka, taka jaką przedstawiamy w tej książce, jest powszechnie odrzucana przez komentatorów z establishmentu jako 'teoria spiskowa', ale są to zwykłe wykręty. Nie posługujemy się hipotezami o żadnego rodzaju 'spisku', aby objaśniać funkcjonowanie środków masowego przekazu. Faktycznie nasz sposób potraktowania tego tematu jest dużo bliższy analizie 'wolnego rynku', gdzie rezultaty są w ogromnej mierze wynikiem działania sił rynkowych".

W swoich dalszych rozważaniach Chomsky i Herman podpowiadają, czym są niektóre z tych "sił rynkowych". Jedną z najważniejszych jest proces przesiewu, który określa, kto dostanie dziennikarskie posady w głównych mediach. "Większość tendencyjnych zachowań w mediach rodzi się z wstępnej selekcji prawidłowo myślących ludzi, uznawania z góry zakładanych sądów za własne, i przystosowywania się personelu do przymusów ze strony właścicieli, organizacji, rynku i władzy politycznej".

Innymi słowy, pracownicy liczących się środków masowego przekazu uczą się, jak przyswajać sobie wartości swoich szefów. "Cenzura jest w ogromnej mierze autocenzurą, dokonywaną przez reporterów i komentatorów, którzy dostosowują się do realiów stwarzanych przez źródła informacji i wymagania organizacyjne samych mediów, oraz przez ludzi na wyższych stanowiskach w swoich redakcjach, wybieranych aby wprowadzać nakazy narzucane przez posiadaczy i inne rynkowe i rządowe ośrodki władzy - ludzi, którzy zazwyczaj sami uznali już te nakazy za swoje własne" [Ibid., p. xii].

Ale można zapytać, czy nie jest teorią spiskową sugerowanie, że wszyscy kierujący mediami mają podobne wartości? Wcale nie jest. Owi szefowie "robią podobne rzeczy, ponieważ patrzą na świat przez takie same okulary, są poddawani takim samym przymusom i bodźcom, i dlatego nagłaśniają wiadomości albo zachowują ciszę wspólnie w milcząco zgodnych działaniach zbiorowych i zachowaniach typu przywódcy-ich naśladowcy" [Ibid.].

To, że szefowie w środkach masowego przekazu podzielają te same fundamentalne wartości nie oznacza natomiast jeszcze, że media są zwartym monolitem we wszystkich sprawach. Możni często nie zgadzają się ze sobą co do taktyki potrzebnej do uzyskania na ogół zgodnych celów, i znajduje to odbicie w sporach toczących się w mediach. Ale poglądy rzucające wyzwania prawowitości tychże celów albo sugerujące, że władza państwowa jest sprawowana raczej dla realizacji interesów elit niż "interesu narodowego" będą wykluczane z mediów.

Dlatego "model propagandy" ma tyle samo wspólnego z "teorią spiskową", co mówienie, że zarząd koncernu General Motors działa na rzecz utrzymywania i zwiększania swoich zysków.