Dlaczego anarchiści opowiadają się za równością?

Anarchiści są oddani sprawie równości społecznej, gdyż jest ona jedyną glebą, na której jednostkowa wolność może kwitnąć. Lecz napisano bardzo wiele nonsensów o "równości", a większość z tego, w co się powszechnie wierzy, jest doprawdy bardzo dziwna. Przed omawianiem tego, co anarchista naprawdę rozumie przez równość, musimy wskazać, czym równość dla nas nie jest.

Anarchiści wcale nie wierzą w "równość uzdolnień", która nie tylko nie istnieje, ale byłaby także bardzo niepożądana, gdyby mogła by zostać wprowadzona. Każdy jest wyjątkowy. Biologicznie określone różnice między ludźmi nie tylko istnieją, lecz także są "powodem do radości, a nie do strachu czy żalu". Dlaczego? Ponieważ "życie pomiędzy klonami nie miałoby żadnej wartości, a osoba przy zdrowych zmysłach tylko ucieszy się z tego, że inni mają zdolności, których jej zabrakło" [Noam Chomsky, "Anarchizm, marksizm i nadzieja na przyszłość", Red and Black Revolution, No. 2].

To, że niektórzy ludzie na serio sugerują, że dla anarchistów "równość" oznacza, że każdy powinien być identyczny jest smutnym odzwierciedleniem dzisiejszej kultury intelektualnej i przekręcania słów -- przekręcania używanego w celu odwrócenia uwagi od niesprawiedliwego i autorytarnego systemu i przekierowywania ludzi na dyskusje o biologii.

Anarchiści nie popierają także tak zwanej "równości posiadania". Nie pragniemy żyć w społeczeństwie, gdzie każdy otrzymuje te same dobra, mieszka w takim samym domu, nosi taki sam uniform itd. Częściową przyczyną anarchistycznego buntu przeciwko kapitalizmowi i państwu jest także to, że powodują one standardyzację tak wielu dziedzin życia (zobacz w McDonaldyzacji społeczeństwa George'a Reitzera dlaczego kapitalizm kieruje się ku standardyzacji i dostosowywaniu ludzi). Słowami Alexandra Berkmana:

"Duch władzy, prawa, pisanego i niepisanego, tradycji i obyczaju zmusza nas do zmierzania wspólną aleją i czyni z człowieka bezwolny automat bez niezależności ani indywidualności. . . Wszyscy z nas to jego ofiary, a tylko nadzwyczaj silnym udaje się złamać jego łańcuchy, i to tylko częściowo" [ABC anarchizmu].

Anarchiści, z tej przyczyny, mają nikłe powody pragnąć, aby ta "wspólna aleja" stała się jeszcze szersza. Raczej pragniemy ją zniszczyć przede wszystkim, razem ze wszystkimi stosunkami i instytucjami społecznymi, które ją tworzą.

"Równość posiadania" może jedynie zostać wprowadzona i utrzymana siłą, co w żaden sposób nie byłoby równością, gdyż niektórzy wtedy musieliby mieć więcej władzy niż inni! "Równość posiadania" jest szczególnie znienawidzona przez anarchistów, gdyż uznajemy, że każda jednostka ma inne potrzeby, zdolności, pragnienia i interesy. Sprawienie, by wszyscy konsumowali to samo, byłoby tyranią. Oczywiście, jeśli jedna osoba wymaga leczenia, a inna nie, to nie otrzymują one opieki zdrowotnej w "równej" ilości. To samo jest prawdą w przypadku innych ludzkich potrzeb. Jak to wyłożył Alexander Berkman:

"równość wcale nie oznacza równej ilości, lecz równość szans. . . Nie popełniajcie błędu utożsamiania równości w wolności z wymuszoną równością obozu koncentracyjnego. Prawdziwa anarchistyczna równość zakłada wolność, nie ilość. Nie oznacza ona wcale, że każdy musi jeść, pić czy nosić te same rzeczy, wykonywać tę samą pracę czy też żyć w ten sam sposób. Jesteśmy od tego dalecy: naprawdę dokładna odwrotność".

Berkman kontynuuje swoją argumentację, że:

"indywidualne potrzeby i gusta różnią się, jak i żądze różnią się. To właśnie równość szans, aby je zaspokajać, jest tym, co stanowi prawdziwą równość. . . Swobodne możliwości wypowiadania i wyrażania w działaniu własnej indywidualności oznaczają rozwój naturalnych różnic i odmian" [ABC anarchizmu].

Dla anarchistów, "pojęcia" "równości" jako "równości posiadania" lub "równości uzdolnień" pozostają bez znaczenia. Ale w hierarchicznym społeczeństwie "równość szans" jest powiązana z równością posiadania. Na przykład w kapitalizmie, szanse, jakie uzyskuje każde pokolenie zależą od osiągnięć poprzednich pokoleń. Znaczy to, że w kapitalizmie "równość szans" bez przybliżonej "równości posiadania" (w znaczeniu dochodów i zasobów) nie ma żadnego znaczenia, bo nie ma prawdziwej równości szans dla potomstwa milionera i potomstwa zamiatacza ulic. Ci, którzy orędują za "równością szans" ignorując bariery stworzone przez poprzednie pokolenia, pokazują, że w ogóle nie bardzo wiedzą, o czym mówią -- szanse w hierarchicznym społeczeństwie zależą nie tylko od otwartej drogi, ale także od równego startu. Z tego oczywistego faktu bierze się błędna koncepcja, że anarchiści pragną "równości posiadania" -- lecz to się stosuje tylko do systemu hierarchicznego, w wolnym społeczeństwie sprawa by się tak nie przedstawiała (jak zobaczymy).

Równość, w anarchistycznej teorii, wcale nie oznacza zaprzeczania indywidualnej różnorodności i wyjątkowości. Jak przestrzega Bakunin:

"skoro równość zwycięży i zostanie mocno ustanowiona, to czy rozmaite zdolności jednostek i ich poziomy energii przestaną się różnić? Niektóre będą istniały, może nie tak bardzo jak obecnie, ale na pewno niektóre będą zawsze istniały. Przysłowie mówi, ze na tym samym drzewie nie rosną dwa takie same liście, i to prawdopodobnie zawsze pozostanie prawdą. A przysłowie to może jeszcze prawdziwsze jest w odniesieniu do ludzkich istot, które są o wiele bardziej złożone niż liście. Ale trudno jest nazywać tę różnorodność złem. Przeciwnie. . . to jest bogactwo rasy ludzkiej. Dzięki tej różnorodności, ludzkość jest zbiorową całością, w której jedna osoba uzupełnia wszystkie inne i potrzebuje ich. W rezultacie, ta nieskończona różnorodność ludzkich jednostek jest fundamentalną przyczyną i samą podstawą ich solidarności. Jest to wszechpotężny argument na rzecz równości" ["Wszechstronne wykształcenie", Podstawowe dzieła Bakunina]

Równość dla anarchistów oznacza równość społeczną, albo, używając określenia Murraya Bookchina, "równość nierównych" (niektórzy, jak Malatesta, używali pojęcia "równości warunków", żeby wyrazić tę samą ideę). Malatesta rozumie przez to, że anarchistyczne społeczeństwo uznaje różnice zdolności i potrzeb jednostek, ale nie zezwala, ażeby te różnice przeobraziły się we władzę. Mówiąc inaczej, indywidualne różnice "pozostawałyby bez niekorzystnych następstw, ponieważ nierówność faktycznie gubi się w zbiorowości, o ile tylko nie może przywrzeć do jakiejś prawnej fikcji czy instytucji" [Michaił Bakunin, Bóg i państwo].

Jeśli hierarchiczne stosunki społeczne, i siły, które je stwarzają, zostaną zniesione na rzecz takich, które zachęcają do uczestnictwa i są oparte na zasadzie "jedna osoba, jeden głos", wtedy naturalne różnice nie będą mogły przekształcić się we władzę hierarchiczną. Na przykład, bez kapitalistycznych praw własności nie istniały by sposoby, przy pomocy których mniejszość mogłaby zmonopolizować środki do życia (ziemię i maszyny) i wzbogacać się pracą innych poprzez system płac najemnych i lichwy (odsetki, dzierżawa i zyski). Podobnie, gdy robotnicy zarządzają swoją własną pracą, to nie ma klasy kapitalistów, którzy się wzbogacają z cudzej pracy. Dlatego Proudhon mówi:

"Wiec, jaki może być początek tej nierówności?

"Jak to widzimy, . . . tym początkiem jest urzeczywistnienie w społeczeństwie tejże potrójnej abstrakcji: kapitału, pracy i talentu.

"Dzieje się tak, ponieważ społeczeństwo podzieliło się na trzy kategorie obywateli zgodnie z trzema określeniami tejże formuły. . . te różnice kastowe zawsze się pojawiały, i jedna połowa ludzkiej rasy została zniewolona przez drugą. . . socjalizm więc polega na zredukowaniu arystokratycznej formuły kapitał-praca-talent do prostszej formuły pracy! . . . w celu uczynienia każdego obywatela jednocześnie, po równo i do tego samego stopnia kapitalistą, robotnikiem i specjalistą lub artystą" [Bez boga i pana].

Podobnie jak wszyscy anarchiści, Proudhon widział to połączenie funkcji jako klucz do równości i wolności i proponował samorządność jako środek do jego osiągnięcia. Tak więc samorządność jest kluczem do społecznej równości. Równość społeczna w miejscu pracy, na przykład, znaczy, że każdy ma tyle samo do powiedzenia podczas podejmowania decyzji o polityce rozwoju i przemian miejsca pracy. Anarchiści są gorącymi zwolennikami zasady "wszyscy decydują o tym, co dotyczy wszystkich".

To oczywiście nie znaczy, że opinia ekspertów będzie ignorowana, lub, że wszyscy będą decydować o wszystkim. Jeśli chodzi o stanowiska ekspertów, różni ludzie mają różne zainteresowania, talenty i możliwości, a zatem oczywiście będą uczyć się różnych rzeczy i wykonywać różne rodzaje pracy. Jest także oczywiste, że kiedy ktoś zachoruje, będzie radził się lekarza -- eksperta -- który zarządza swoją własną pracą, a nie kierowaną przez komisję. Przepraszamy, że musimy poruszać takie sprawy, ale skoro sięgamy do tematów równości społecznej i samorządu pracowniczego, niektórzy ludzie zaczynają opowiadać bzdury. Zdrowy rozsądek mówi, że w szpitalu zarządzanym na zasadach równości społecznej personel niemedyczny nie będzie głosować, jak lekarze powinni przeprowadzić operację!

W rzeczywistości, równość społeczna i wolność osobista są nierozdzielne. Bez zbiorowej samorządności w decyzjach, które dotyczą grupy (równości), uzupełniającej indywidualną samorządność w decyzjach, które dotyczą jednostki (wolność), wolne społeczeństwo nie jest możliwe. Ponieważ bez nich obu, niektórzy będą mieli władzę nad innymi, podejmując decyzje za nich (tj. rządząc nimi), i przez to niektórzy będą bardziej wolni niż inni.

Równość społeczna jest niezbędna, ażeby jednostki zarówno rządziły samymi sobą, jak też swobodnie wyrażały swoją osobowość, ponieważ samorządność, która to zakłada, oznacza, że "ludzie pracują w ścisłych związkach ze swoimi bliźnimi, ażeby wnieść wyjątkowość swojego własnego punktu widzenia do sprawy rozwiązywania wspólnych problemów i osiągania wspólnych celów" [George Benello, Od podstaw w górę]. Tak więc równość pozwala na wyrażanie indywidualności i przez to jest konieczną podstawą osobistej wolności.