Dlaczego eko-anarchiści preferują demokrację bezpośrednią?

Argumentacja eko-anarchistów za bezpośrednią (partycypacyjną) demokracją skupia się na tym, że skuteczna ochrona ekosystemów planety wymaga, by zwykli obywatele mogli brać udział w podejmowaniu decyzji wpływających na stan swego środowiska przyrodniczego na poziomie grup znajdujących się u podstaw, ponieważ jest bardziej prawdopodobne, że to one będą sprzyjać restrykcyjnym zabezpieczeniom środowiska niż biznes wielkich trucicieli, który teraz panuje nad "przedstawicielskim" systemem rządów. Dlatego dążenie do wyjścia z kryzysu ekologicznego zakłada z góry demokrację uczestniczącą w sferze politycznej -- taka transformacja spowodowałaby rewolucję polityczną.

Jednak, jak podkreślał Bakunin, polityczna rewolucja tego rodzaju musi być poprzedzona rewolucją społeczno-ekonomiczną w oparciu o samorządność pracowniczą. A to dlatego, że doświadczenie codziennego uczestnictwa w podejmowaniu decyzji, nieautorytarnych sposobach organizowania się i zindywidualizowanych stosunkach międzyludzkich w małych grupach roboczych wykształciłoby kreatywność, spontaniczność, odpowiedzialność, niezależność i szacunek dla indywidualności -- cechy potrzebne do tego, by system polityczny demokracji bezpośredniej funkcjonował skutecznie.

Wiedząc, jak bardzo dużo czasu ludzie spędzają w pracy, trudno byłoby przecenić znaczenie polityczne przekształcenia miejsca pracy w szkołę, gdzie się ćwiczy rozwój demokratycznych i wolnościowych wartości. Jak pokazuje historia, rewolucje polityczne nie poprzedzone masową transformacją psychologiczną -- to znaczy odprogramowaniem ludzi ze skłonności do bycia panem lub niewolnikiem -- skutkują jedynie zastąpieniem starej elity rządzącej przez nową (np. Lenin stał się nowym "carem", a aparatczycy z partii komunistycznej nową "arystokracją"). Dlatego też oprócz cechowania się wolniejszym tempem rozrostu spółdzielnie pracownicze z demokratyczną samorządnością podłożyłyby psychologiczne fundamenty pod ustrój polityczny demokracji bezpośredniej takiego rodzaju, jaki byłby niezbędny dla ochrony biosfery. Dlatego "zielony" wolnościowy socjalizm to jedyna propozycja dość radykalna, aby rozwiązać kryzys ekologiczny.

Wolnorynkowy kapitalizm (którego skrajnym przykładem jest prawicowy "libertarianizm"), przeciwnie, nie tylko nie mógłby rozwiązać kryzysu ekologicznego, ale tak naprawdę wręcz by go pogłębił. Prócz tego, że prawicowi libertarianie nie proponują demontażu kapitalizmu, muszącego się opierać na zasadzie "rośnij albo zdechnij", również nie życzą oni sobie demontażu hierarchicznej struktury kapitalistycznej firmy. Taka firma wywiera swoje własne, napędzane chciwością, naciski przyczyniające się do ekspansji, co omówiliśmy powyżej. (W istocie, prawicowo-libertariańska literatura jest pełna argumentów wykazujących, że hierarchiczne firmy są niezbędne z powodu "efektywności"). Ale ponieważ nie byłoby regulacyjnego aparatu państwa łagodzącego niektóre z negatywnych efektów ekologicznych kapitalistycznej ekspansji, "wolnorynkowy" kapitalizm byłby jeszcze zjadliwszy dla środowiska niż obecny system.

W sekcjach od E.2 do E.5 omawiamy i obalamy niektóre wątpliwej jakości propozycje "rozwiązania" kryzysu ekologicznego, wysuwane przez wolnorynkowych kapitalistów. Sekcja E.7 omawia, dlaczego "zielony konsumpcjonizm", jeszcze jedno podstawowe założenie kapitalistów, jest również skazane na niepowodzenie.