Dlaczego elita władzy wykorzystuje "antykomunizm" jako narodową religię i sposób kontroli?

"Komunizm", czy też tak naprawdę jakakolwiek forma socjalizmu, oczywiście jest uznawana za najskrajniejsze zło przez korporacyjnych bogaczy, ponieważ koncepcje zbiorowej własności środków produkcji, przyznania pracownikom większej siły przetargowej, czy też zwykłym obywatelom większego prawa głosu przy podejmowaniu decyzji w sprawach publicznych zagraża samym fundamentom, na których utrzymuje się pozycja klasowa i najwyższe miejsce elity w społeczeństwie.

Toteż ideologia antykomunizmu była i jest bardzo pożyteczna, ponieważ można ją wykorzystywać do zdyskredytowania każdego, kto opowiada się za polityką uznawaną za szkodliwą dla korporacyjnych interesów. Pomaga też dzielić lewicę i ruchy pracownicze, usprawiedliwia poparcie dla proamerykańskich reżimów prawicowych za granicą jako "mniejszego zła" niż komunizm i odbiera liberałom odwagę do zwalczania tych reżimów z powodu strachu przed przylepieniem im etykietki odstępców od narodowej religii.

Po zakończeniu "zimnej wojny" antykomunizm nie był już wykorzystywany do mobilizowania poparcia dla krucjat elity na tak szeroką skalę jak niegdyś. Zamiast tego "wojna z narkotykami" i "wojna z terroryzmem" dostarcza teraz społeczeństwu "oficjalnych wrogów", których trzeba bać się i nienawidzić. Dlatego wojna z narkotykami stała się wymówką dla administracji Busha seniora podczas inwazji na Panamę, a "zwalczanie narkotykowych terrorystów" później stało się oficjalnym uzasadnieniem dla wysyłania statkami ciężkiego uzbrojenia i sprzętu do inwigilacji do Meksyku (gdzie tak naprawdę są one wykorzystywane przeciwko zapatystowskim buntownikom w stanie Chiapas. Ich powstanie grozi destabilizacją tego kraju i niebezpieczeństwem dla amerykańskich inwestycji).

Oczywiście wciąż jeszcze istnieje kilku oficjalnych wrogów w postaci państw komunistycznych takich jak Północna Korea, Kuba i Chiny, i nadużycia oraz łamanie praw człowieka w tych krajach są systematycznie nagłaśniane przez media, podczas gdy podobne nadużycia w państwach klienckich są wyciszane albo przemilczane. Chomsky i Herman nazywają ofiary nadużyć we wrogich państwach szacownymi ofiarami, zaś ofiary cierpiące z rąk klientów i przyjaciół Stanów Zjednoczonych niegodziwymi ofiarami. Opowieści o szacownych ofiarach często stają się tematem sponsorowanych kampanii propagandowych w celu gromadzenia punktów w politycznej rywalizacji przeciwko wrogom.

"Jeżeli rząd albo społeczność korporacyjna i środki masowego przekazu czują, że opowieść jest zarówno pożyteczna, jak i dramatyczna, to intensywnie się na niej skupiają i wykorzystują ją, aby oświecić publikę. Było to faktem na przykład w przypadku zestrzelenia przez Sowietów koreańskiego samolotu pasażerskiego KAL 007 na początku września 1983 r., które pozwoliło na szeroką kampanię oczerniania oficjalnego wroga i mocno przyśpieszyło realizację planów zbrojeniowych administracji Reagana".

"Jaskrawym kontrastem jest to, co stało się po zestrzeleniu przez Izrael libijskiego cywilnego samolotu pasażerskiego w lutym 1973 roku. Nie doprowadziło ono do żadnych krzyków oburzenia na Zachodzie, żadnych oskarżeń o 'morderstwo z zimną krwią' ani do żadnego bojkotu. Ta różnica w traktowaniu podobnych spraw została wyjaśniona szczegółowo przez New York Timesa na podstawie pożyteczności: 'Zjadliwa dyskusja nad przypisywaniem winy za zestrzelenie libijskiego samolotu pasażerskiego na Półwyspie Synajskim w zeszłym tygodniu nie służy żadnemu pożytecznemu celowi'. Za to istniał bardzo 'pożyteczny cel', któremu służyło skupienie uwagi na zbrodni sowieckiej, i wynikła z tego potężna kampania propagandowa" [Ibid., p. 32].