Dlaczego media mają zaufanie do rządu, biznesu i "ekspertów" opłacanych i zatwierdzanych przez rząd i biznes?

Dwa główne powody zaufania mediów do tych dwóch głównych źródeł to oszczędność i wygoda: już najbardziej pobieżne przemyślenia doprowadzą nas do wniosku, że media będą skupiać swoich dziennikarzy tam, gdzie często zdobywa się ważne informacje, gdzie pogłoski i przecieki są obfite, i gdzie regularnie zwołuje się konferencje prasowe. Biały Dom, Pentagon i Departament Stanu w Waszyngtonie to ośrodki takiej działalności.

Źródła rządowe i korporacyjne mają też przywilej bycia zauważanymi i uznawanymi za wiarygodne z racji samego swojego statusu i prestiżu; ponadto posiadają one najwięcej pieniędzy by wytwarzać przepływ informacji, który będzie mógł zostać wykorzystany przez środki masowego przekazu. Na przykład Pentagon ma służbę informacji publicznej zatrudniającą wiele tysięcy ludzi, wydającą corocznie setki milionów dolarów, co znacznie przekracza zasoby przeznaczone na informowanie społeczeństwa nie tylko przez każdego z dysydentów i każdą z grup dysydenckich, ale nawet przez wszystkie te grupy i jednostki razem wzięte.

Jedynie sektor korporacyjny ma zasoby, aby produkować informacje na użytek publiczny oraz propagandę na skalę Pentagonu i innych struktur rządowych. Izba Handlowa, będąca zbiorowością świata biznesu, miała w roku 1983 budżet przeznaczony na badania, cele informacyjne i działalność polityczną w wysokości 65 milionów dolarów. Oprócz działającej w skali całych Stanów Zjednoczonych Izby Handlowej istnieją też tysiące stanowych i lokalnych izb handlowych i stowarzyszeń kupieckich również zaangażowanych w public relations i w wywieranie nacisków politycznych.

Ażeby utrzymać swoją pozycję przodujących źródeł, rządowe i biznesowe agencje informacyjne wkładają mnóstwo wysiłku w ułatwianie pracy zbieraczom informacji. Zapewniają środkom masowego przekazu ułatwienia przy zbieraniu wiadomości, dają dziennikarzom z wyprzedzeniem kopie przemówień i relacje z wydarzeń mających dopiero nastąpić; aranżują konferencje prasowe w godzinach wygodnych dla potrzebujących zdobycia informacji w nieprzekraczalnych terminach; piszą oświadczenia dla prasy językiem nadającym się do wykorzystania bez większych poprawek; i starannie organizują konferencje prasowe i sesje z "okazjami do fotografowania". Oznacza to, że w rezultacie wielkie biurokracje elity władzy dotują środki masowego przekazu przyczyniając się do ograniczenia kosztów nabywania "surowców" przez media i kosztów produkcji wiadomości. W ten sposób biurokracje te zdobywają uprzywilejowany dostęp do mediów.

Dlatego "ekonomia dyktuje, by media skupiały swoich dziennikarzy tam, gdzie często pojawiają się znaczące wiadomości, gdzie obfitują ważne pogłoski i przecieki, i gdzie utrzymuje się regularne konferencje prasowe /.../ [Wraz z organami państwa] korporacje biznesu i grupy handlowe są regularnymi dostawcami wiadomości poczytywanych za warte opubolikowania. Owe biurokracje wydają z siebie ogromne objętości materiałów zaspokajających zapotrzebowanie przedsiębiorstw informacyjnych na wiarygodne, schematyczne źródła" [Ibid., pp. 18-19].

Przewaga źródeł oficjalnych oczywiście byłaby osłabiona przez istnienie powszechnie szanowanych źródeł nieoficjalnych, które przedstawiałyby opozycyjne poglądy z dużym autorytetem. Ażeby uśmierzyć ten kłopot, elita władzy wykorzystuje strategię "kooptowania ekspertów" -- to jest umieszczania ich na listach płac jako konsultantów, finansowania ich badań i organizowania wielkich instytucji intelektualnych, w których zostaną oni zatrudnieni bezpośrednio i będą pomagali rozsiewać przesłania uważane za mające zasadnicze znaczenie dla interesów elity. "Eksperci" w dyskusjach telewizyjnych i programach informacyjnych są często wyłaniani z takich organizacji, których fundusze pochodzą przede wszystkim od sektora korporacyjnego i bogatych rodzin -- ale tego faktu oczywiście nigdy się nie wymienia w programach, w których się oni pojawiają.