Dlaczego wielki biznes zgarnia większą część zysków?

Jak opisano w poprzedniej sekcji, na skutek charakteru kapitalistycznego rynku wielkie firmy szybko zaczynają dominować. Odkąd kilka wielkich przedsiębiorstw opanuje dany rynek, formują one oligopol, z którego ogromna liczba konkurencyjnych firm skutecznie zostaje wykluczona, co ogranicza naciski konkurencji w ogóle. W takiej sytuacji istnieje tendencja, żeby ceny wzrastały ponad wartość, która byłaby poziomem "rynkowym", gdyż oligopolistyczni producenci nie muszą stawiać czoła potencjałowi nowego kapitału wchodzącego na "ich" rynek (wskutek stosunkowo wysokich kosztów kapitałowych i innych barier wejścia lub (i) przemieszczania się). Taka forma konkurencji powoduje, że wielki biznes zdobywa "nieuczciwą" porcję dostępnych zysków. A ponieważ istnieje obiektywny poziom zysków występujących w gospodarce w jakimkolwiek danym czasie, oligopolistyczne zyski zostają "wytworzone kosztem pojedynczych kapitałów wciąż doganianych w konkurencji" [Paul Mattick, Ekonomia, polityka i wiek inflacji].

Cena towaru będzie dążyła do jego ceny produkcji (którą są koszty plus przeciętny zysk). W rozwiniętej gospodarce kapitalistycznej to nie wygląda tak prosto -- występują rozmaite "przeciętne" zyski, w zależności od tego, co Michał Kalecki określił jako "stopień monopolu" na danym rynku. Ta teoria "wskazuje, że zyski rodzą się z władzy monopolu, a więc zyski przypadają firmom o większej władzy monopolistycznej. . . Wzrost stopnia monopolu spowodowany przez rozrastanie się wielkich firm zaowocuje przesunięciem zysków z drobnego biznesu do wielkiego biznesu" [Malcolm C. Sawyer, Ekonomia Michała Kaleckiego]. Zatem rynek o wyższym "stopniu monopolu" będzie miał wyższy poziom przeciętnego zysku (albo stopy zwrotów) niż taki, który jest bardziej konkurencyjny.

"Stopień monopolu" odzwierciedla takie czynniki, jak poziom koncentracji i władzy na rynku, udział w rynku, stopień rozreklamowania, bariery wejścia/przemieszczenia, układy personalne itp. Im te czynniki są większe, tym większy jest stopień monopolu i wyższy narzut w cenach ponad koszty (a więc i udział zysków w wartości dodanej). Nasze podejście do tej kwestii jest podobne pod wieloma względami do stanowiska Kaleckiego, chociaż podkreślamy, że stopień monopolu wpływa na to, jak zyski są dzielone pomiędzy firmy, a nie na to, jak są tworzone na samym początku (ta rzecz pochodzi, jak wykazano w sekcji C.2, z "nieodpłatnej pracy ubogich" -- używając słów Kropotkina).

Istnieją solidne dowody na poparcie takiej teorii. J.S Bain w książce Bariery nowej konkurencji zauważył, że w gałęziach przemysłu, gdzie poziom koncentracji dostawców był bardzo wysoki, a bariery wejścia także znaczne, stopy zysku były wyższe od przeciętnych. Badania zdają się potwierdzać spostrzeżenia Baina. Keith Cowling streszcza te późniejsze dowody:

"Jeżeli chodzi o Stany Zjednoczone. . . mamy podstawy by twierdzić, że istnieje znaczący, chociaż nie aż tak bardzo silny związek między koncentracją a rentownością. . . [wraz ze] znaczącym związkiem między reklamą a rentownością [reklama to ważny czynnik rynkowego "stopnia monopolu"]. . . [Ponadto tam] gdzie ocena jest ograniczona do odpowiedniego przekroju [danej branży]. . . zarówno koncentracja, jak i reklama okazały się mieć znaczenie [w przypadku Wielkiej Brytanii]. Skupiając się na wpływie zmian koncentracji z biegiem czasu. . . możemy obejść główne problemy wywołane brakiem odpowiednich oszacowań elastyczności ceny w zależności od popytu. . . [aby odkryć] znaczący dodatni wpływ koncentracji. . . Na podstawie materiałów dowodowych zarówno ze Stanów Zjednoczonych, jak i z Wielkiej Brytanii wydaje się rozsądnym wnioskować, że istnieje znaczące powiązanie między koncentracją kapitału a marżami cen w stosunku do kosztów" [Kapitalizm monopoli].

Musimy zwrócić uwagę, że zwykle używana w tych studiach zmienna, jaką jest marża ceny w stosunku do kosztów odejmuje rachunek płac i wynagrodzeń od wartości dodanej podczas produkcji. To daje nam tendencję do zmniejszania marży, gdyż nie uwzględnia ona tego, że większość wynagrodzeń kierownictwa (a zwłaszcza tego ze szczytu hierarchii) ma więcej wspólnego z zyskami niż z kosztami (a więc nie powinna być odejmowana od wartości dodanej). A ponieważ jeszcze wiele rynków ma charakter regionalny (szczególnie w USA), ogólnokrajowa analiza może umniejszać poziom koncentracji istniejący na danym rynku.

Oznacza to, że wielkie firmy mogą utrzymywać swoje ceny i zyski powyżej "normalnych" (konkurencyjnych) poziomów bez pomocy rządu, po prostu dzięki swoim rozmiarom i sile na rynku (i nie zapominajmy ważnego faktu, że wielki biznes wyrósł w okresie, kiedy to kapitalizm był najbliższy wzorcowi "laissez faire", a rozmiary i działania administracji państwowej były niewielkie). O ile główny nurt ekonomii opiera się na idei "doskonałej konkurencji" (i związanego z nią wyobrażenia, że wolny rynek skutecznie rozmieszcza zasoby, kiedy się przybliża do tego warunku), o tyle jest jasne, że takie odkrycie uderza w samo sedno twierdzeń o kapitalizmie jako o ustroju opartym na równych szansach, wolności i sprawiedliwości. Istnienie wielkiego biznesu i jego wpływ na resztę gospodarki i społeczeństwa całkowicie obnaża kapitalistyczną ekonomię jako dom zbudowany na piasku

Innym skutkiem ubocznym istnienia oligopolu jest to, że z czasem liczba fuzji będzie dążyła do wzrostu - aż do kryzysu. Podobnie jak kredyty są zwiększane podczas prób powstrzymania kryzysu , tak samo firmy będą się łączyły, próbując zwiększać swoją siłę na rynku, a więc poprawić swoje marże zysku powiększając narzut ponad koszty. A ponieważ stopa zysku wyrównuje się do niższego poziomu i spada, fuzje są próbą podwyższenia zysków poprzez zwiększenie stopnia monopolu na rynku (albo nawet w całej gospodarce). Ale jest to rozwiązanie na krótką metę. Może tylko opóźnić kryzys, ale nie może go powstrzymać - gdyż jego przyczyny leżą w procesie produkcji, nie na rynku -- istnieje wokół tylko określona ilość wartości dodatkowej i nie można zasobów kapitału zamienić na zyski siłą woli. Gdy tylko wystąpi kryzys, rozpocznie się okres bezlitosnej konkurencji, a potem powoli proces koncentracji kapitału zacznie się od nowa (bo słabe firmy przepadną, a odnoszące sukces zwiększą swój udział w rynku, zasoby kapitału itd.).

Rozwój oligopoli w kapitalizmie powoduje więc redystrybucję zysków od drobnych kapitalistów do wielkiego biznesu (tzn. drobny biznes jest uciskany przez rekiny wskutek rozmiarów i siły na rynku tych ostatnich). Ponadto istnienie oligopolu może owocować i owocuje zwiększeniem się kosztów doświadczanych przez wielki biznes, które są przekazywane dalej w postaci wzrostu cen, co może zmusić inne koncerny na zupełnie niepowiązanych rynkach do podniesienia swoich cen w celu urzeczywistnienia dostatecznych zysków. Dlatego oligopol wykazuje tendencję do kreowania podwyżek cen na całym rynku, a więc może rodzić inflację.

Z tych (i innych) powodów wielu drobnych biznesmenów i członków klasy średniej nakręca nienawiść do wielkiego biznesu (chociaż samemu próbuje zająć jego miejsce!) i sprzyja ideologiom obiecującym jego starcie z powierzchni ziemi. A więc widzimy, jak obydwie ideologie "radykalnej" klasy średniej -- libertarianizm i faszyzm -- atakują wielki biznes, albo jako "socjalizm wielkiego biznesu" znienawidzony przez libertarianizm, albo jako "międzynarodową plutokrację" [czy też "światowe żydostwo" albo "euromasonów" itp.] znienawidzoną przez faszyzm.

Jak zauważa Peter Sabatini w książce Libertarianizm: fałszywa anarchia, "u zarania stulecia biznes lokalnych przedsiębiorców (właścicieli i wspólników) [w USA] został usunięty w cień i postawiony do kąta przez kapitalizm ponadnarodowych korporacji. . . Różne warstwy należące do klasy kapitalistów odpowiadały rozmaicie na te wydarzenia, gdy wyszły one na jaw - odpowiedź ta była funkcją ich względnego położenia w stosunku do możliwości czerpania korzyści. Drobny biznes, który utrzymał się jako taki, w wielkiej mierze poczuł się dotknięty ekonomiczną przewagą, jaką korporacyjny kapitalizm zabezpieczył dla siebie i posuwającymi się zmianami, jakie narzucił zakładanym z góry ugruntowanym regułom burżuazyjnej konkurencji. Niemniej jednak, ponieważ kapitalizm to dla liberalizmu racja bytu, kierujący drobnym biznesem nie mieli innego wyboru, jak tylko winić państwo za swoją finansową niedolę. W innym bowiem wypadku przechodzili oni automatycznie do przeciwnego obozu ideologicznego (antykapitalistycznego). Więc przyjęto, że to rozbudowany aparat państwowy jest pierwszą przyczyną 'zwyrodnienia' kapitalizmu do formy monopolistycznej, a zatem państwo stało się kozłem ofiarnym dla narzekającego drobnego biznesu"

Jednakże pomimo narzekań drobnych kapitalistów tendencja rynków do wykształcania dominacji kilku dużych firm jest oczywistym efektem ubocznym samego kapitalizmu. "Jeżeli dom "wielkiego biznesu" był kiedyś miejscem użyteczności publicznej i przemysłu, to teraz zdaje się być jednakowo wygodny w każdym otoczeniu" [M.A. Utton, Op. Cit.]. Dzieje się tak dlatego, że w swoim pędzie do ekspansji (który biznesmeni muszą wykazywać, ażeby przetrwać) kapitaliści inwestują w nowe wyposażenie i nowe zakłady, aby zmniejszać koszty produkcji, czyli zwiększać zyski. Dlatego odnosząca sukces kapitalistyczna firma będzie się rozrastać i wypierać konkurencję z rynku.