Na czym polegają różnice między anarchoindywidualistami a społecznymi anarchistami?

Chociaż w obu obozach zdarzają się pojedyncze głosy, twierdzące, że propozycje przeciwnego obozu doprowadziłyby do stworzenia jakiegoś rodzaju państwa, różnice między anarchoindywidualistami a społecznymi anarchistami nie są zbyt duże. I jedni, i drudzy są antypaństwowi, przeciwko władzy i antykapitalistyczni. Główne różnice są dwojakie.

Pierwsza z nich odnosi się do środków działania tu i teraz (a przez to sposobów, przez które ma nastać anarchia). Indywidualiści na ogół wolą edukację i tworzenie alternatywnych instytucji, takich jak banki wzajemnej pomocy, związki zawodowe, komuny itd. Zazwyczaj popierają strajki i inne formy protestu społecznego bez używania przemocy (takie jak odmowa płacenia za dzierżawę, niepłacenie podatków itd.). Przekonują, że taka działalność zapewni, że obecne społeczeństwo będzie stopniowo rozwijać się poza zasięgiem rządu w kierunku społeczeństwa anarchistycznego. Są oni przede wszystkim zwolennikami ewolucji, nie rewolucji, i nie podoba im się używanie przez społecznych anarchistów akcji bezpośrednich w celu stwarzania rewolucyjnych sytuacji. Uważają rewolucję za pozostającą w sprzeczności z zasadami anarchistycznymi, gdyż obejmuje ona wywłaszczenie kapitalistów, a zatem środki autorytarne. Chcą raczej, aby bogactwo odebrane społeczeństwu poprzez własność powróciło do tego społeczeństwa za pomocą nowego, alternatywnego systemu ekonomii (opartego na bankach wzajemnej pomocy i spółdzielniach). W ten sposób ogólne "spłacenie długów społecznych" dokonałoby się łatwo, a anarchizm zostałby ustanowiony poprzez reformę, a nie wywłaszczenie.

Większość społecznych anarchistów uznaje potrzebę edukacji i tworzenia alternatywnych organizacji (takich jak wolnościowe związki zawodowe), ale przeważnie nie zgadza się z twierdzeniem, że to wystarczy samo w sobie. Nie myślą oni, że kapitalizm można zreformować krok po kroku w kierunku anarchii, chociaż wcale nie ignorują znaczenia reform, osiąganych poprzez walkę społeczną, która wzmacnia wolnościowe tendencje w obrębie kapitalizmu. Nie uważają też, że rewolucja jest zaprzeczeniem zasad anarchistycznych, gdyż zniszczenie władzy (czy to państwowej, czy kapitalistycznej) nie jest autorytarne. Więc wywłaszczenie klasy kapitalistów i zburzenie państwa poprzez rewolucję społeczną, jest wolnościowym, nie autorytarnym czynem z samej swej natury, gdyż jest skierowane przeciwko tym, którzy rządzą i wyzyskują zdecydowaną większość. W skrócie, społeczni anarchiści są zazwyczaj ewolucjonistami oraz rewolucjonistami, próbującymi wzmacniać wolnościowe tendencje w obrębie kapitalizmu, a jednocześnie znieść ten system na drodze rewolucji społecznej. Jednakże, ponieważ niektórzy społeczni anarchiści również opowiadają się wyłącznie za ewolucją, ta różnica nie jest tą najważniejszą, dzielącą społecznych anarchistów od indywidualistów.

Druga główna różnica dotyczy proponowanego kształtu anarchistycznej gospodarki. Indywidualiści wolą system podziału dóbr oparty na rynku, a społeczni anarchiści oparty na potrzebach. Obie grupy zgadzają się, że obecny system kapitalistycznych praw własności musi zostać zniesiony, i że prawa użytkowania muszą zastąpić dotychczasowe prawa własności środków życia (tj. zniesienie dzierżawy, odsetek i zysków -- "lichwy", używając ulubionego przez indywidualistycznych anarchistów określenia tej diabelskiej trójcy). W rezultacie, obydwie szkoły idą za przykładem klasycznego dzieła Proudhona Co to jest własność? i przekonują, że posiadanie musi zastąpić własność w wolnym społeczeństwie.

Ale w ramach tych praw użytkowania, dwa odłamy anarchizmu proponują różne systemy. Społeczni anarchiści na ogół argumentują na rzecz komunalnej (bądź społecznej) własności i użytkowania. Obejmowałoby to społeczną własność środków produkcji i rozdziału dóbr, z pozostawieniem własności osobistej rzeczy, których się używa, ale nie takich, które są wykorzystywane do ich wytwarzania ("twój zegarek jest twoją własnością, ale fabryka zegarków należy do ludu" [Alexander Berkman, What is Anarchism (ABC anarchizmu)]). "Faktyczne wykorzystywanie", przekonuje Berkman, "będzie uznawane za jedyny tytuł -- nie własności, lecz posiadania. Organizacja górników węglowych, na przykład, będzie opiekować się kopalniami węgla, nie jako właściciele, lecz tylko jako agencja wykonawcza. . . Zbiorowy majątek, wspólnie zarządzany w interesie społeczności, zajmie miejsce własności indywidualnej skierowanej na czerpanie zysku" [Op. Cit., s. 217]. Ten system opierałby się na samorządzie pracowniczym w miejscu pracy i (zdaniem większości społecznych anarchistów) swobodnym podziale wytworów tej pracy (tj. bezpieniężnym systemie gospodarczym). A to dlatego, że "przy obecnym stanie rozwoju przemysłu, w którym wszystko jest powiązane siecią współzależności, w której każda gałąź produkcji jest powiązana z całą resztą, próby dowodzenia indywidualnego źródła powstawania poszczególnych wyrobów przemysłowych byłyby bezskuteczne". Zważywszy na to, niemożliwe jest "oszacowanie udziału każdego człowieka w powstawaniu bogactw, kiedy każdy przyczynia się do ich nagromadzenia" i do tego jeszcze "wspólne posiadanie narzędzi pracy z konieczności musi przynieść ze sobą wspólne cieszenie się owocami wspólnej pracy" [Kropotkin, The Conquest of Bread (Zdobycie chleba), s. 45 i 46]. Społeczni anarchiści rozumieją przez to po prostu, że społeczny produkt, który jest wytwarzany przez wszystkich, byłby dostępny wszystkim i każda osoba, która produktywnie przyczyniła się do jego powstania, mogłaby brać, czego potrzebuje (jak szybko będziemy mogli osiągnąć taki ideał jest kwestią sporną, co omawiamy w sekcji I.2.2). Niektórzy społeczni anarchiści, jak na przykład mutualiści, są przeciwni takiemu systemowi libertariańskiego (czyli wolnego) komunizmu, ale na ogół znaczna większość społecznych anarchistów oczekuje końca pieniądza, a przez to kupowania i sprzedawania. Natomiast wszyscy się zgadzają, że anarchia spowoduje "powstrzymanie kapitalistycznego i właścicielskiego wyzysku" i "zniesienie systemu płac", czy to przez "równą i sprawiedliwą wymianę" (jak chciał Proudhon) czy przez swobodne dzielenie się (jak chciał Kropotkin). [Proudhon, The General Idea of the Revolution (Ogólna idea rewolucji), s. 281].

Indywidualistyczni anarchiści, przeciwnie, zaprzeczają temu, że ten system praw używania powinien obejmować też wytwory pracy robotników. Zamiast społecznej własności, anarchoindywidualiści proponują bardziej rynkowy system, w którym pracownicy posiadaliby swoje własne środki produkcji i swobodnie wymienialiby wytwory swojej pracy z innymi pracownikami. Przekonują, że kapitalizm faktycznie nie jest prawdziwie wolnym rynkiem. Raczej, przy pomocy państwa, kapitaliści narzucili rynkowi kajdany, ażeby tworzyć i ochraniać swoją ekonomiczną i społeczną władzę (mówiąc inaczej, rynkową dyscyplinę dla klasy pracującej i pomoc państwa dla klasy rządzącej). Te monopole stworzone przez państwo (na pieniądz, ziemię, cła i patenty) i utrzymywanie siłą przez państwo kapitalistycznych praw własności jest źródłem ekonomicznych nierówności i wyzysku. Wraz ze zniesieniem rządu, prawdziwa wolna konkurencja przyniosłaby owoce i zapewniła koniec kapitalizmu i kapitalistycznego wyzysku (zobacz znakomite streszczenie tego argumentu w eseju Benjamina Tuckera State Socialism and Anarchism (Państwowy Socjalizm a Anarchizm)).

Indywidualistyczni anarchiści przekonują, że środki produkcji (oprócz ziemi) są wytworem indywidualnej pracy, a więc zgadzają się, aby ludzie mogli sprzedawać środki produkcji, których używają, jeśli tak sobie życzą. Jednakże odrzucają kapitalistyczne prawa własności, a zamiast nich zalecają system "używania i zajmowania". Jeśli środek produkcji, powiedzmy ziemia, nie jest używany, wraca z powrotem pod wspólne posiadanie i staje się dostępny do używania przez innych. Anarchoindywidualiści uważają, że ten system, zwany mutualizmem, zaowocuje pracowniczą kontrolą nad produkcją i zakończeniem kapitalistycznego wyzysku i lichwy. A to dlatego, że zarówno z logicznego, jak i z praktycznego punktu widzenia, ustroju "zajmowania i używania" nie można przystosować do pracy najemnej. Jeżeli zakład pracy wymaga grupy ludzi, żeby nim się posługiwała, to musi on być własnością tejże grupy ludzi go wykorzystującej. Jeśli zaś jedna osoba twierdzi, że posiada go na własność, a faktycznie jest on wykorzystywany przez większą liczbę ludzi, to oczywiście stanowi to naruszenie "zajmowania i używania". Podobnie jeśli właściciel zatrudnia innych, by wykorzystywali jego miejsce pracy, to wtedy szef może zawłaszczyć sobie wytwory pracy robotników, naruszając przez to zasadę, iż powinni oni otrzymywać pełny produkt swojej pracy. A zatem zasady indywidualistycznego anarchizmu prowadzą do wyciągnięcia antykapitalistycznych wniosków (patrz sekcja G.3).

Druga różnica jest najważniejsza. Indywidualiści obawiają się bycia zmuszonymi do wstąpienia do społeczności i przez to utraty swojej wolności (wliczając w to wolność swobodnej wymiany z innymi). Max Stirner dobrze wyraża to stanowisko, gdy przekonuje, że "Komunizm, poprzez zniesienie wszelkiej osobistej własności, jedynie wpycha mnie jeszcze bardziej w zależność od kogoś innego, to jest ogółu bądź zbiorowości. . . [co jest] warunkiem utrudniającym moje swobodne ruchy, suwerenną władzą nade mną. Komunizm słusznie buntuje się przeciwko naciskowi, jakiego doświadczam od indywidualnych właścicieli; ale jeszcze straszliwsza jest moc, którą przekazuje on w ręce zbiorowości" [The Ego and Its Own (Jedyny i jego własność), s. 257]. Proudhon także argumentował przeciw komunizmowi, twierdząc, że społeczność staje się właścicielem w komunizmie, a więc kapitalizm i komunizm są oparte na własności, a przez to władzy (zobacz rozdział "Charakterystyka komunizmu i własności" w Co to jest własność?). Zatem indywidualistyczny anarchista przekonuje, że własność społeczna stwarza zagrożenie dla wolności jednostki, gdyż jakakolwiek forma komunizmu podporządkowuje jednostkę społeczeństwu czy komunie. Anarchoindywidualiści obawiają się, że uspołecznienie spowodowałoby zarówno dyktowanie moralności jednostce, jak i skutecznie usunęłoby kontrolę pracowniczą, gdyż "społeczeństwo" mówiłoby robotnikom, co mają produkować i zabierałoby wytwory ich pracy. W rezultacie, indywidualiści przekonują, że komunizm (albo społeczna własność w ogóle) byłby podobny do kapitalizmu, z tym, że wyzysk ze strony szefa i jego władza zostałyby zastąpione przez wyzysk i władzę ze strony "społeczeństwa".

Nie trzeba mówić, że społeczni anarchiści się z tym nie zgadzają. Przekonują, że stanowiska Stirnera i Proudhona są całkowicie prawidłowe -- ale tylko w odniesieniu do autorytarnego komunizmu. Jak przekonywał Kropotkin, "do roku 1848 włącznie, teoria [komunizmu] była wysuwana w takim kształcie, że można w pełni wytłumaczyć brak zaufania Proudhona co do jej wpływu na wolność. Dawna idea komunizmu była koncepcją wspólnot zakonnych pod surowymi rządami starszych lub mędrców kierujących kapłanami. Ostatnie pozostałości swobód i osobistej energii zostałyby zniszczone, gdyby ludzkość musiała kiedykolwiek przejść przez taki komunizm" [Act for Yourselves (Działaj dla siebie samego), s. 98]. Kropotkin zawsze argumentował, że anarchokomunizm to nowe wydarzenie, a wiedząc, że datuje się ono od lat siedemdziesiątych XIX wieku, spostrzeżenia Proudhona i Stirnera nie mogą być uznawane za skierowane przeciwko niemu, gdyż nie mogli oni się już z nim zapoznać.

Społeczni anarchiści przekonują, że własność komunalna raczej stworzyłaby niezbędne ramy dla ochrony wolności osobistej we wszystkich dziedzinach życia poprzez zniesienie władzy posiadaczy, jakąkolwiek formę ona by nie przybrała, niż podporządkowałaby jednostkę społeczności. Na dodatek, zamiast zniesienia wszelkiej indywidualnej "własności", komunistyczny anarchizm uznaje ważność własności osobistej i osobistej przestrzeni życiowej. Dlatego widzimy, jak Kropotkin argumentuje przeciwko formom komunizmu, które "pragną kierować społecznością na wzór rodziny (...)[gdzie] wszyscy [żyją] w tym samym domu (...) więc są zmuszeni do ciągłego spotykania tych samych 'braci i sióstr' (...) narzucać wszystkim 'wielką rodzinę' zamiast, przeciwnie, próbować zagwarantować każdej osobie swobodę i życie domowe po równo, [jest] zasadniczym błędem" [Small Communal Experiments and Why They Fail (O małych eksperymentach komunalnych i o tym, dlaczego one upadają), ss. 8-9]. Celem anarchokomunizmu jest, ponownie cytując Kropotkina, przekazanie "owoców pracy, zebranych albo wyprodukowanych, do dyspozycji wszystkich, pozostawiając każdemu swobodę konsumowania ich, jak mu się tylko podoba w swoim własnym domu" [The Place of Anarchism in the Evolution of Socialist Thought (Miejsce anarchizmu w ewolucji myśli socjalistycznej), s. 7]. Zapewni to indywidualne wyrażanie swoich gustów i pragnień, a przez to własnej odrębności -- zarówno w dziedzinie konsumpcji, jak i produkcji, ponieważ społeczni anarchiści to zdecydowani zwolennicy samorządności pracowniczej.

Więc, zdaniem społecznych anarchistów, sprzeciw anarchoindywidualistów wobec komunizmu ma znaczenie jedynie w przypadku państwowego bądź autorytarnego komunizmu i jest wyrazem nieznajomości zasadniczej istoty anarchokomunizmu. Komunistyczni anarchiści wcale nie zastępują indywidualności zbiorowością, ale raczej wykorzystują zbiorowość do obrony jednostki. Społeczny anarchizm jest raczej oparty na znaczeniu jednostki i indywidualnej ekspresji niż na "społeczeństwie" kontrolującym jednostkę, jak się tego obawiają indywidualistyczni anarchiści:

"Anarchokomunizm utrzymuje tę najwartościowszą ze wszystkich zdobyczy -- wolność osobistą -- a ponadto rozszerza ją i daje jej trwałą podstawę -- wolność ekonomiczną -- bez której swobody polityczne są złudne; wcale nie prosi jednostki, która odrzuciła boga, kosmicznego tyrana, boga-króla i boga-parlament, o oddanie się bogu straszliwszemu niż którykolwiek z powyższych -- bogu-Społeczności, ani o zrezygnowanie na jego rzecz ze swojej niezależności, swojej woli, swoich upodobań i odnowienie ślubów ascetyzmu, oficjalnie złożonych przed ukrzyżowanym bogiem. Przeciwnie, anarchokomunizm mówi jej: 'Żadne społeczeństwo nie jest wolne tak długo, jak nie jest wolna jednostka! (...)'" [Op. Cit., ss. 14-15].

W dodatku, społeczni anarchiści zawsze uznawali potrzebę dobrowolnej kolektywizacji. Jeśli ludzie pragną pracować samodzielnie, nie jest to uważane za problem (zobacz The Conquest of Bread (Zdobycie chleba), s. 61 oraz Act for Yourselves (Działaj dla siebie samego), ss. 104-5 Kropotkina, jak również Errico Malatesta: His Life and Ideas (Życie i idee) Malatesty, s. 99, s. 103). Społeczni anarchiści podkreślają, że w żaden sposób to nie zaprzecza wyznawanym przez nich zasadom ani komunistycznemu charakterowi wymarzonego społeczeństwa, gdyż takie wyjątki są zakorzenione w systemie "praw użytkowania", na którym opiera się i jedno, i drugie (zobacz pełną dyskusję na ten temat w sekcji I.6.2). Oprócz tego, stowarzyszenie według społecznych anarchistów istnieje wyłącznie dla korzyści jednostek, które się na nie składają; jest środkiem, przy pomocy którego ludzie współpracują, ażeby zapoznawać się ze swymi wspólnymi potrzebami. Dlatego wszyscy anarchiści podkreślają znaczenie wolnego porozumienia jako podstawy anarchistycznego społeczeństwa. Zatem wszyscy anarchiści zgadzają się z Bakuninem:

"Kolektywizm mógłby zostać narzucony tylko niewolnikom, i tego rodzaju kolektywizm byłby więc zaprzeczeniem człowieczeństwa. W wolnej społeczności, kolektywizm może nadejść tylko poprzez nacisk okoliczności, nie przez odgórny nakaz, lecz przez wolny, spontaniczny, oddolny ruch" [Bakunin on Anarchism (Bakunin o anarchizmie), s. 200].

Jeżeli indywidualiści pragną pracować dla siebie samych i wymieniać dobra z innymi, społeczni anarchiści nie wyrażają sprzeciwu. Stąd nasze uwagi, że te dwie formy anarchizmu nie wykluczają się nawzajem. Społeczni anarchiści popierają prawo jednostki do niewstępowania do komuny, a jednocześnie indywidualistyczni anarchiści popierają prawa jednostek do lokowania swojej własności osobistej we wspólnej kasie jak im się tylko podoba, włączając w to komunistyczne stowarzyszenia. Jednakże, gdyby w imię wolności jednostka zażyczyła sobie praw własności po to, by wyzyskiwać pracę innych, społeczni anarchiści szybko odparliby tę próbę wskrzeszenia etatyzmu w imię "wolności". Anarchiści wcale nie respektują "swobody" bycia władcą! Słowami Luigiego Galleaniego:

"Nie mniej pokrętne jest dążenie tych, którzy pod wygodnym płaszczem anarchistycznego indywidualizmu, byliby gotowi powitać ideę dominacji (...) Ale głosiciele dominacji pozwalają sobie realizować indywidualizm w imię swojego własnego ja, ponad posłusznym, zrezygnowanym, lub bezwładnym ja innych ludzi" [The End of Anarchism (Koniec anarchizmu?), s. 40].

Ponadto, według społecznych anarchistów, pomysł, żeby środki produkcji mogły być sprzedawane, zakłada, że własność prywatna mogłaby zostać wprowadzona na nowo w anarchistycznym społeczeństwie. Na wolnym rynku, niektórzy odnoszą sukces, a inni ponoszą klęskę. Jak przekonywał Proudhon, w konkurencji zwycięstwo odnoszą najsilniejsi. Gdy czyjaś pozycja przetargowa jest słabsza, wtedy każda "wolna wymiana" będzie dawała korzyść stronie silniejszej. Zatem rynek, nawet niekapitalistyczny, będzie raczej wykazywał tendencję do powiększania nierówności bogactwa i władzy wraz z upływem czasu niż do wyrównywania sił. W kapitalizmie jest to oczywistsze, gdyż posiadający jedynie siłę roboczą do sprzedania są w gorszej pozycji niż posiadający kapitał, ale indywidualistyczny anarchizm także znajdowałby się pod wpływem tej tendencji. Dlatego społeczni anarchiści przekonują, że w dużym stopniu wbrew swej woli społeczeństwo anarchoindywidualistyczne ewoluowałoby od uczciwej wymiany z powrotem do kapitalizmu. Jeśli, co wydaje się prawdopodobne, "przegrana" konkurencja zostałaby zmuszona do bezrobocia, mogłaby poczuć się zmuszona do sprzedania swojej pracy "zwycięzcom", ażeby przeżyć. To zaś stworzyłoby autorytarne stosunki społeczne i panowanie garstki nad rzeszą poprzez "dobrowolne kontrakty". Utrzymanie siłą takich umów (i innych im podobnych), według wszelkiego prawdopodobieństwa "otwiera. . . drogę do ponownego ustanowienia, tytułem 'obrony', funkcji Państwa" [Piotr Kropotkin, Anarchism (Wspomnienia rewolucjonisty), s. 297].

Benjamin Tucker, anarchista pod najsilniejszym wpływem liberalizmu i idei wolnego rynku, także stawiał czoła problemom towarzyszącym wszystkim szkołom abstrakcyjnego indywidualizmu -- w szczególności, akceptacji autorytarnych stosunków społecznych jako wyrazu "wolności". A to wszystko wskutek podobieństwa własności do państwa. Tucker przekonywał, że państwo cechuje się dwoma rzeczami, agresją i "objęciem władzy nad danym obszarem i wszystkimi w jego obrębie, sprawowanej na ogół w podwójnym celu: pełniejszego ucisku jego poddanych i rozszerzenia jego granic" [Instead of a Book (Zamiast książki), s. 22]. Lecz szefowie albo właściciele ziemscy także mają władzę nad danym obszarem (omawianą własnością) i wszystkimi w jego obrębie (pracownikami i dzierżawcami). Ci pierwsi kontrolują działania tych drugich zupełnie tak samo, jak państwo rządzi obywatelami czy poddanymi. Mówiąc inaczej, własność indywidualna wytwarza takie same stosunki społeczne jak państwo, gdyż pochodzi z tego samego źródła (monopolu władzy nad danym obszarem i tymi, którzy go wykorzystują).

Społeczni anarchiści przekonują, że akceptowanie własności indywidualnej przez indywidualistycznych anarchistów i ich indywidualistyczne pojmowanie osobistej wolności może doprowadzić do zaprzeczenia osobistej wolności poprzez stworzenie stosunków społecznych, które byłyby zasadniczo autorytarne i (lub) państwowe ze swej natury. "Indywidualiści", przekonywał Malatesta, "przyznają największe znaczenie abstrakcyjnemu pojęciu wolności, a nie biorą pod uwagę, ani nie zastanawiają się nad tym, że rzeczywista, konkretna wolność jest wynikiem solidarności i dobrowolnej współpracy" [The Anarchist Revolution (Rewolucja anarchistyczna), s. 16]. A więc na przykład praca najemna stawia pracowników w tym samym stosunku wobec szefów, co obywatelstwo obywateli wobec państw, mianowicie w stosunku panowania i podporządkowania. Podobnie z dzierżawcami i właścicielami ziemskimi.

Taki stosunek społeczny nie może wytworzyć niczego innego, jak tylko inne przejawy państwa. Jak wskazuje Albert Meltzer, nie może to mieć innych następstw niż państwowe, bo "szkoła Benjamina Tuckera -- na podstawie swego indywidualizmu -- zgodziła się na potrzebę istnienia policji w celu łamania strajków tak, żeby zagwarantować 'wolność' pracodawców. Cała ta szkoła tak zwanych indywidualistów przyjmuje (...) konieczność istnienia sił policyjnych, a zatem rządu, zaś naczelną definicją anarchizmu jest żadnego rządu" [Anarchism: Arguments For and Against (Anarchizm: argumenty za i przeciw), s. 8]. I to właśnie częściowo z tego powodu społeczni anarchiści popierają własność społeczną jako najlepszy środek ochrony swobód osobistych.

Akceptując własność indywidualną ten problem można "obejść" jedynie poprzez uznanie, razem z Proudhonem (źródłem ekonomicznych idei Tuckera), potrzeby tworzenia spółdzielni w celu kierowania miejscami pracy wymagającymi więcej niż jednego pracownika. Z natury rzeczy są one uzupełnieniem dla popierania zasady "zajmowania i używania" w odniesieniu do ziemi, która to zasada skutecznie zlikwidowałaby ziemiaństwo. Tylko gdy ludzie, którzy wykorzystują dane zasoby, posiadają je na własność, może własność indywidualna nie skutkować tworzeniem władzy hierarchicznej (tj. państwowej albo kapitalistycznej). Takie rozwiązanie, jest tym, które indywidualistyczni anarchiści naprawdę zdają się przyjmować. Na przykład, widzimy jak Joseph Labadie pisze do swojego syna, namawiając go do zerwania z zarabianiem poprzez pracę najemną i "zwierzchnictwem innych" [cytowane przez Carlottę Abderson, All American Anarchist, s. 222]. Jak William Gary Kline prawidłowo wskazuje, anarchoindywidualiści Stanów Zjednoczonych "oczekiwali społeczeństwa z przewagą samozatrudnionych fachowców bez znacznych różnic bogactwa między kimkolwiek z nich" [The Individualist Anarchists (Indywidualistyczni anarchiści), s. 104]. I to właśnie ta wizja samozatrudnionego społeczeństwa jest tym, co zapewnia, że ich koncepcje są naprawdę anarchistyczne.

Ponadto, atakując "lichwę", indywidualiści zazwyczaj pomijają problem akumulacji kapitału, który skutkuje naturalnymi barierami wejścia na rynki i przez to odtwarza lichwę w nowych formach. Zatem "wolny rynek" banków, w kształcie zalecanym przez Tuckera i innych indywidualistycznych anarchistów, mógłby spowodować dominację kilku wielkich banków, mających bezpośredni interes ekonomiczny raczej w popieraniu kapitalistycznych niż spółdzielczych inwestycji (dlatego, że zapewniłoby to wyższe zwroty kosztów). Jedynym prawdziwym rozwiązaniem tego problemu byłoby zapewnienie, że banki będą posiadane i zarządzane przez lokalną społeczność, jak tego chciał Proudhon od początku.

Właśnie ta znajomość kierunków rozwoju w kapitalistycznej gospodarce sprawia, że społeczni anarchiści odrzucają anarchoindywidualizm na rzecz komunalizacji, a przez to decentralizacji produkcji dokonywanej przez swobodnie stowarzyszoną i spółdzielczą pracę.